Krótkie podsumowanie chińskiej przygody

Wróciłam do kraju ze złotym medalem i jestem szczęśliwa. To był krótki, ale naprawdę intensywny sezon. Minęło już trochę czasu odkąd wróciłam do polski, miałam więc okazję przejść aklimatyzację wsteczną, co po czterech miesiącach nie było wcale przyjemne. Sprawy, którymi musiałam się zająć, całkowicie mnie pochłonęły. Spróbujcie sobie wyobrazić ze przez 5 miesięcy nie ma was banku, urzędzie, na poczcie itd. Do tego trzeba odwiedzić rodzinę, znajomych i trochę odpocząć...

Miałam również czas żeby ochłonąć i przemyśleć tą moją chińską przygodę. Z perspektywy tego krótkiego czasu jaki minął od mojego ostatniego meczu, mogę śmiało powiedzieć, że mój wyjazd był dla mnie zupełnie inny niż wszystkie do tej pory.

Niby ten sam sport, ale jednak azjatycka siatkówka rządzi się trochę innymi prawami, na których poznawanie nie miałam zbyt dużo czasu... Dużo zawdzięczam mojej trenerce Jenny Lang Ping (została wybrana siatkarką stulecia), która dobrze wprowadziła mnie w tamten świat i zasady jakie w nim panują.

Jestem zadowolona z pracy jaką tam wykonałam oraz elementów siatkówki które mogłam poprawić. Doswiadczenia jakie przynosił mi każdy dzień, codzienne życie jakie tam prowadziłam (choć początki były mocno specyficzne) pozostaną na zawsze w mojej pamięci. Najbardziej cieszę się z faktu, że mogłam poznać tam wielu fantastycznych ludzi. Moje koleżanki z zespołu i cały sztab trenerski sprawiali, że wszystko sprawiało mi ogromna radość i pozwalało pogodzić ciężką pracę z przyjemnością.

Najzabawniejszy w tym wszystkim był fakt, iż wcale nie musiałam mówić po chińsku żeby znaleźć z nimi wspólny język. Większość Chinek nie posługiwala się żadnym innym językiem, więc zmuszone byłyśmy wymyślać swego rodzaju język migowy, co wielokrotnie doprowadzało do śmiesznych sytuacji.

Najtrudniejsze wbrew pozorom okazało się pożegnanie. Mialam świadomość że już tych ludzi mogę nigdy wiecej nie zobaczyć... W Europie zmieniając kluby często zdarza się spotykać koleżanki po drugiej stronie siatki. Po meczach jest okazja do rozmowy, żartów i wspominania wspólnie spędzonych lat.
Chinki natomiast grają przede wszystkim w swojej lidze, ponieważ na wyjad ze swojego kraju muszą otrzymać rządowe zezwolenie, co zdarza się niezmiernie rzadko. Było mi po prostu smutno, że ta wspaniała przygoda ma się niedługo skończyć. Do końca życia zapamiętam moment, gdy moja "siatkarska para" (tak nazywamy osobę z która rozgrzewamy się każdego dnia) o imieniu Ting Ting przyszła się ze mną pożegnać. Obie płakałyśmy bez słowa.

Tuż przed wyjazdem pojawiła się u mnie trenerka z propozycją przedłużenia kontraktu...
Decydując się na pobyt w Azji nigdy wcześniej nie zakładałam, że mogłabym pozostać tam na kolejny sezon. Po dłuższym namyśle, dogłębnej analizie i przemyśleniach dotyczących mojej sportowej przyszłości postanowiłam pozostać tam, gdzie wciąż mam szanse na rozwój, gdzie dobrze się czuję i gdzie jestem doceniana za to co robię.

P.S. Czasami śledzę wypowiedzi kibiców oraz różnych ekspertów oceniających nas sportowców i nasze wybory. Zazwyczaj wszyscy myślą, że w swoim życiu kierujemy się tylko pogonią za pieniądzem i rządzą sławy.

Rozczaruję wszystkich.

Większość z nas jest z gatunku istot myślących i zawsze dogłębnie analizujemy nasze decyzje. Żyjąc w naszym sportowym świecie wiemy doskonale czego możemy spodziewać się po nowym miejscu, jaka będzie nasza rola w klubie i kto będzie nas trenował. Naszym największym celem jest poprawianie swoich umiejętności, co oczywiście potem ma się przenieść na nasze zarobki.
Zaufajcie nam, a na pewno odpłacimy się wam wynikami na międzynarodowych arenach.

Teraz mam spokojną już głowę, nie muszę martwić się o nowy klub i stresować się co będzie dalej. Mogę spokojnie przygotowywać się do zbliżających się kwalifikacji olimpijskich, a w następnym sezonie wciąż opisywać moje przygody z Państwa Środka.
Trwa ładowanie komentarzy...