O autorze
Siatkarka, podróżniczka, obywatelka świata, nie "światka". Od niemal ośmiu lat mieszkam i pracuję za granicą. Przez ten czas nauczyłam się patrzeć na wiele spraw z innej perspektywy.
Po Włoszech i Turcji, obecnie spoglądam na wszystko zza Wielkiego Muru i muszę przyznać, że coraz więcej rzeczy mnie dziwi... Być może dlatego, że nie lubię cynizmu i cwaniactwa.
Jestem absolutnie oddana swojej pracy i szczęśliwa bo kocham to co robię. Sport jest w moim domu absolutnym numerem jeden.
Uwielbiam czytać i to zabiera większość mojego wolnego czasu.
Mam świra na punkcie zwierząt, a w domu czekają na mnie maje pociechy - mops - Dado oraz maine coon - Drugi.

Panie Jerzy, Pan się nie boi...

Jerzego Janowicza miałam okazję poznać ponad rok temu podczas rozgrywanego w Poznaniu turnieju Porsche Open. Wtedy główną gwiazdą turnieju był Łukasz Kubot i wszyscy w nim upatrywali nadziei dla polskiego tenisa. Pamiętam, jak po jednym z meczów Wojciech Fibak przedstawił mi Janowicza, mówiąc, że to on zastąpi go w pierwszej dziesiątce... "Dajmy mu tylko trochę czasu" - powiedział.

Spoglądałam na lekko zagubionego i skromnego młodego człowieka oraz jego siatkarską rodzinę i widziałam nadzieję, jaką w nim pokładają. Tak się złożyło, że historia zatoczyła koło. Mistrz wskazuje następce, który po trzydziestu latach ma odnosić podobne (albo i większe) sukcesy.

W tenisa gra pół świata, a druga połowa go ogląda. Konkurencja jest ogromna. Myślę, że nawet nie zdajemy sobie sprawy ile trzeba poświęcić by dostać się na sam szczyt.
W kreowaniu każdego sportowca ogromną rolę spełnia rodzina. Jej pomoc, akceptacja, wsparcie (także to finansowe, w tenisie przede wszystkim) są absolutnie niezbędne. Mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy na własnej skórze przekonali się czym jest profesjonalny sport, z jakimi wyrzeczeniami się wiąże i jak "zdrowy jest dla organizmu", a mimo to prowadzą swoje dzieci tą samą drogą w myśl zasady "najważniejsze żeby minusy nie przysłoniły nam plusów".

Nie wiem czy Janowicz wygra w Paryżu, nie wiem czy będzie w pierwszej dziesiątce światowego rankingu. Wiem jednak, że to nie jest ten sam zawstydzony Janowicz jakiego poznałam rok temu w Poznaniu.

Do sportu potrzeba warunków fizycznych, talentu i głowy. To ostatnie Janowicz zdaje się mieć już na swoim miejscu.

W tak młodym wieku Janowicz wszedł na poziom, na którym obserwowany będzie każdy jego ruch. Teraz miliony są z nim, ale będą też momenty, że te same miliony będę go mieszać z błotem. Jedyne czego możemy mu życzyć to zdrowia i wiary w siebie. Z resztą da sobie radę.

W tym roku spełniło się jedno z moich marzeń. W Nowym Jorku miałam okazję na własne oczy przekonać się czym jest US Open i jak bardzo różni się od innych turniejów. Pojechałam tam oglądać Federera, Nadala i innych. Kto wie, może następnym razem pojadę oglądać Janowicza?

Powodzenia.
Trwa ładowanie komentarzy...