Pogłoski o naszej śmierci były mocno przesadzone...

Po Ankarze nie ma już śladu. Wszystkie myśli minęły, wszystkie pytania znalazły już swoje odpowiedzi. Choć wynik rywalizacji okazał się nadspodziewanie dobry, przetrawienie porażki w finale zajęło mi zadziwiająco dużo czasu.

Mówi się, że dla sportowca najważniejsze są Igrzyska Olimpijskie, które dla wielu stają się celem całego życia. To fakt, każdy gdzieś podświadomie o tym myśli, jednak odczuć z pierwszego występu, na takiej imprezie, nie da się opisać żadnymi słowami. Świadomość, że jest się w miejscu, gdzie znajdują się najwybitniejsi ludzie sportu oraz możliwość obcowania z nimi daje ogromnego kopa mentalnego.
Zrozumieć porażkę, która w konsekwencji wyklucza zawodnika z Igrzysk Olimpijskich potrafi zrozumieć tylko ten, komu było już dane to przeżyć. Inni myślą że, wiedzą co stracili... I może lepiej dla nich, że nie mają pełnej świadomości.

Ankara wbrew pozorom ponownie była dla nas szczęśliwa. Co prawda poniosłyśmy sportową porażkę, jednak jednocześnie rozpoczęłyśmy budowę czegoś nowego, co pozwoli nam zatryumfować za cztery lata.

Po finale wiele osób pytało mnie co takiego się wydarzyło, że nie udało nam się pokonać Turczynek? Za każdym razem odpowiadałam pytaniem...
„czy naprawdę myśleliście, że uda się nadrobić cztery lata w jeden tydzień?“
To oczywiście przy odrobinie szczęścia było możliwe, tylko czy to byłoby sprawiedliwe? Wszystkie zaniechania, nadmierna pewność siebie i przekonanie o tym, że jest się najwspanialszym nie mogły doprowadzić do niczego innego. Staczałyśmy się po równi pochyłej i dopiero Ankara zmieniła nasz kierunek.

Kiedyś zapytałam mojego przyjaciela, Murillo, na codzień zawodnika reprezentacji Brazylii, co takiego oni robią, że zawsze są najlepsi? Odpowiedział z rozbrajającą szczerością, że gdy są na szczycie, wiedzą, że wszyscy chcą ich z tego szczytu zrzucić i dlatego muszą pracować jeszcze ciężej by obronić swoją pozycję. Myślę, że tego nam brakowało. Ciężkiej pracy i świadomości, że jeszcze w życiu niewiele osiągnęłyśmy. Jeżeli popadniemy w samozachwyt, momentalnie będziemy skończone.

W Ankarze zaczął budować się zespół, który za cztery lata, w tym samym składzie może pojechać do Rio de Janeiro i z dumą walczyć o medale. To czego nam brakuje, to doświadczenie, którego nabiera się tylko grając na najwyższym poziomie zarówno w klubie, jak i reprezentacji. To właśnie tym pokonały nas Turczynki.

W pierwszym secie przy stanie 21:19 dla nas to właśnie opanowanie i zwyczajna rutyna odegrała największą rolę. Wystarczyło zdobyć dwa punkty i set, a może nawet mecz należałby do nas. Turczynki jednak były do takich sytuacji po prostu przyzwyczajone. Większość z nich gra na co dzień w najlepszych ligach świata, pod okiem najlepszych trenerów. Finały, półfinały wielkich imprez są dla nich normą, więc doskonale wiedzą, co w takich momentach robić. Nam zadrżała ręka i one to zauważyły. Publiczność doskonale wytworzyła presję... i katastrofa gotowa. Później już nie było szansy się podnieść.

Czas otrzeć łzy i brać się do pracy. Mamy przed sobą dwa turnieje Mistrzostw Europy, Mistrzostwa Świata, Puchar Świata i Grand Prix. Musimy zbierać cenne punkty, by przed Rio mieć więcej szans olimpijskich.

Nie boję się powiedzieć, że przegrałyśmy. Wstałyśmy jednak z kolan i nie dopuszczamy myśli o ostatecznej porażce. Świat kręci się dalej. Jest jeszcze wiele do wygrania.
Trwa ładowanie komentarzy...